At Glenstone, We Were Dramatically Limiting Our Visitors Well Before the Pandemic. Here’s Why More Space Improves Our Relationship to Art

Przejście w pawilonach. Zdjęcie: Iwan Baan, dzięki uprzejmości Glenstone Museum.

Teraz, gdy muzea na całym świecie zaczynają przyjmować zwiedzających po tym, jak przez wiele miesięcy były zamknięte z powodu pandemii, zasady działania są wszędzie mniej więcej takie same: sprzedaż biletów online, rozłożone w czasie wejścia, stacje odkażania rąk, obowiązkowe zasłanianie twarzy, jednokierunkowe trasy komunikacyjne i przypomnienia, by trzymać się co najmniej sześć stóp od innych. Przyjęcia, wycieczki i inne programy na miejscu są zawieszone w najbliższej przyszłości.

Audiences będzie, bez wątpienia, walczyć, aby dostosować się do tych nowych zasad. Komentatorzy szybko zwrócili uwagę na utratę udogodnień dla zwiedzających, ale niewielu zastanowiło się, co ludzie mogą zyskać dzięki zredukowanej wizycie w muzeum. Ci, którzy przyzwyczaili się do gwarnych lobby, kolejek po bilety i przebojowych wystaw, powrócą do znacznie spokojniejszego, zdystansowanego społecznie oglądania sztuki. I to takie, które będzie wyglądać uderzająco podobnie (minus maski na twarz) do przeciętnego dnia w Glenstone, instytucji, którą założyłam z moim mężem Mitchem i w której pełnię funkcję dyrektora.

W październiku 2018 roku otworzyliśmy Pavilions, budynek muzealny zaprojektowany przez Thomas Phifer and Partners, aby rozszerzyć program wystawowy, który prezentowaliśmy w naszym pierwszym budynku, w którym przyjmowaliśmy gości przez ponad dekadę. Pawilony zwiększyły naszą całkowitą powierzchnię wystawienniczą z 9000 do 59000 stóp kwadratowych, dorównując tym samym The Broad w centrum Los Angeles i Whitney Museum of American Art w Nowym Jorku. Jednak podczas gdy The Broad i Whitney odwiedziło w 2019 roku po około milion osób, my w pierwszym roku działalności gościliśmy jedną dziesiątą tej liczby. Fakt, że Glenstone znajduje się na cichych przedmieściach Waszyngtonu, D.C., tylko częściowo wyjaśnia wielkość tej dysproporcji. Prawdziwym powodem jest to, że doświadczenie, które stworzyliśmy dla odwiedzających jest powolne, ciche i kontemplacyjne z założenia.

Emily Wei Rales. Zdjęcie: Julie Skarratt.

Od momentu powstania Glenstone utrzymujemy charakterystyczne podejście do doświadczeń zwiedzających, które opiera się na założeniu, że mniejsze zagęszczenie tłumu umożliwia przedłużone i znaczące spotkania ze sztuką. Zanim jeszcze zaczęliśmy projektować pawilony, opracowaliśmy formułę pozwalającą określić optymalną liczbę zwiedzających, badając dane dotyczące frekwencji i powierzchni w różnych muzeach. Dowiedzieliśmy się, że przeciętnie pojedynczy zwiedzający zajmuje od 10 do 30 stóp kwadratowych otwartej przestrzeni w galerii. Jednocześnie zaobserwowaliśmy, że w naszym istniejącym budynku możemy wygodnie pomieścić do 30 osób, co przekłada się na 300 stóp kwadratowych na osobę – liczba, która później wpłynie na wymiary Pawilonów.

Jakość przestronności rozciąga się również na ekspozycje dzieł sztuki. W naszych instalacjach stosujemy strategię „mniej znaczy więcej”, kładąc nacisk na negatywną przestrzeń, która działa jak środek oczyszczający podniebienie pomiędzy dziełami sztuki. Rezerwacje są wymagane w celu utrzymania stałego przepływu zwiedzających przez bramę. Odkryliśmy, że rozproszone schematy zwiedzania nie tylko dają naszym pracownikom większe szanse na ochronę bezpieczeństwa wystawianych dzieł sztuki, ale także eliminują wąskie gardła i kolejki, pozwalając na spokojniejsze doświadczenie. Zauważcie, że celem nie jest przyjęcie mniejszej liczby zwiedzających, ale raczej utrzymanie określonego rozproszenia zwiedzających na danym obszarze – niuans, który jest szczególnie istotny podczas naszego obecnego kryzysu zdrowotnego. Zanim COVID-19 zmusił nas do zamknięcia, byliśmy w stanie komfortowo przyjąć do 600 odwiedzających dziennie.

Podejście do Pawilonów w Glenstone. Zdjęcie: Iwan Baan, dzięki uprzejmości Muzeum Glenstone.

Mniejsze tłumy zmieniają dynamikę widowni. Ludzie są zachęcani do pozostania na dłużej. Dopiero po otwarciu naszej ekspansji zostaliśmy wprowadzeni do Slow Art przez Ardena Reeda, który przekonuje, że wydłużenie czasu trwania spotkania z dziełem sztuki jest kluczowe dla zdobycia głębszego uznania dla niego, w przeciwieństwie do sposobu, w jaki większość zwiedzających ogląda sztukę w muzeach. Według Reeda, Amerykanie spędzają średnio od sześciu do dziesięciu sekund z poszczególnymi dziełami sztuki w galeriach i muzeach, podczas gdy w Glenstone często zdarza się, że zwiedzający wpatrują się w obiekty przez ponad pół godziny.

Kilka komentarzy, które otrzymaliśmy, świadczy o korzyściach płynących z takiego sposobu oglądania. Glenstone, powiedział nam jeden z odwiedzających, ma „surową, a nawet duchową atmosferę”, która daje „porywające poczucie prywatności” i pozwala na chwile cichego, intensywnego skupienia. Brak konieczności walki z tłumem jest „orzeźwiający” i „luksusowy, jak oglądanie sztuki w prywatnym domu.”

Czy Glenstone przywodzi na myśl miejsce kultu czy prywatną galerię mecenasa, refleksje te sugerują, że nasze podejście do zwiedzania nie tylko pogłębia zaangażowanie widza w sztukę. Kształtuje ono nasze relacje z publicznością. Dostrzegają oni wysiłek, jaki włożyliśmy w stworzenie intymnego, łaskawego i medytacyjnego doświadczenia, a wraz z tym pojawia się bliższy związek z instytucją. Nauczycielka plastyki z liceum, która zorganizowała wiele wizyt dla swoich uczniów, napisała: „Glenstone zachęca do indywidualnego zaangażowania się w doświadczenia muzealne. Poczucie przynależności wzrasta przy każdej wizycie”.

Widok na instalację Lygia Pape, Livro do Tempo I (Księga czasu I) (1961). ©Projeto Lygia Pape. Zdjęcie: Ron Amstutz, dzięki uprzejmości Glenstone Museum.

Nie wszyscy preferują samotność i powolne tempo tego, co właśnie opisałam. Dla wielu, muzeum jest miejscem zbiorowych spotkań wypełnionych pulsującą energią aktywności społecznej, skrzyżowaniem kultur, gdzie zderzają się idee. Nie przeczę, ale wierzę, że jest miejsce na oba końce spektrum i wszystko pomiędzy, ponieważ publiczność zasługuje na zróżnicowany zakres doświadczeń artystycznych.

Jednakże, COVID-19 skutecznie wymazał ponad połowę tego spektrum za jednym zamachem. Uczynił również bezużytecznym miernik numer jeden sukcesu organizacji artystycznych: frekwencję. I choć wśród dyrektorów muzeów panuje powszechna zgoda co do tego, że frekwencja nie jest jedyną miarą sukcesu – w końcu większość instytucji powstała po to, by gromadzić i chronić kulturę materialną oraz zapewniać programy edukacyjne – jest ona, jak to ujął dyrektor Muzeum Guggenheima Richard Armstrong, „wskaźnikiem znaczenia” w świecie, w którym muzea konkurują o uwagę publiczności z wydarzeniami sportowymi, występami muzycznymi i innymi formami aktywności kulturalnej. Bez wyjątku, muzea w erze COVID-19 muszą znaleźć alternatywne sposoby mierzenia, jak dobrze służą swoim odbiorcom.

To nie jest nowy problem. Liderzy muzeów już od dłuższego czasu proponują i stosują bardziej przemyślane, holistyczne mierniki. Jednak błędne przekonanie, że muzea mierzą swoją wartość jedynie liczbą widzów, wciąż pokutuje, ponieważ jakościowe, „miękkie” standardy – takie jak jakość doświadczenia czy wypełnianie mandatu edukacyjnego – są trudne do uzasadnienia i zmierzenia, co sprawia, że są trudnym argumentem dla powierników i potencjalnych darczyńców.

Roni Horn w Glenstone. Zdjęcie: Ron Amstutz, dzięki uprzejmości Glenstone Museum.

W tym względzie media społecznościowe mogą zaoferować pomocny analog dla sposobu oceny wpływu. Wpływ mediów społecznościowych może być mierzony na wiele sposobów: analitycy odnoszą się do „zasięgu” jako liczby użytkowników, którzy widzą Twoje treści, podczas gdy „zaangażowanie” to liczba polubień, komentarzy i interakcji, jakie ci użytkownicy mają z tymi treściami. Zamiast podawać do publicznej wiadomości, ilu zwiedzających lub „zwolenników” ma muzeum, teraz jest czas, aby skupić się na wskaźniku zaangażowania, który mówi nam więcej o stopniu, w jakim publiczność czuje się związana i wzbogacona przez swoje doświadczenie.

As museums begin to tentatively unlock their doors to the limited number of visitors who venture out, they will naturally become places of respite from the chaos and uncertainty so prevalent in these troubled times. A czyniąc to, będą zaspokajać zasadniczą potrzebę, która jest o wiele głębsza niż rozrywka.

Emily Rales jest współzałożycielką i dyrektorką Glenstone.

Śledź Artnet News na Facebooku:

Chcesz być na bieżąco ze światem sztuki? Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać najnowsze wiadomości, otwierające oczy wywiady i ostre krytyczne ujęcia, które napędzają rozmowę do przodu.

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.